MENU

Nie ma czegoś takiego, jak wzór ślubu i wesela, jednak pewne modele lubią się powtarzać. Oto jeden z nich: napięcie. Justyna mieszka w Wiśle Małej. Razem z rodziną czekają na przyjazd Pana Młodego. Niedaleko. Tylko z Wisły Wielkiej. Wszystko dopięte na ostatni guzik, ale coś wisi w powietrzu. Przygotowania prowadzone z zegarmistrzowską precyzją. Muszę się spieszyć, żeby zdążyć z ujęciem. Szkoda, że nie jestem z natury jeszcze szybszy. Zdążyłem!

Jest. Nareszcie. Teraz będzie z górki. Z górki, ale dalej zgodnie z planem. Wzorowy kościół. Drewniany. Jak w najpiękniejszych marzeniach. Dość kameralnie, ale absolutnie nie pusto. Piękna ceremonia – bez zbędnych ozdobników. Niemal lapidarna. Oszczędna w słowa, bogata w emocje, choć przytłumione. Powaga, bo przecież ślub.

W końcu jednak emocje biorą górę w sali Cyprianówka w Warszowicach. Tu już nie ma mowy o powściągliwości. Jest czysta, niezmącona niczym radość. I co najważniejsze – szczera. Właściwie w tym miejscu nie da się i tak powstrzymać uśmiechu. To piękne, choć bardzo niecodzienne miejsce. Cudowne widoki (pewnie dlatego tak trudno znaleźć okazję, żeby złapać wszystkich na zdjęciu w środku), przestrzeń, która rzuca na kolana, ale i stawia wysokie wymagania fotografowi. Muszę stawać na głowie, żeby zrównoważyć światło, ale znowu się udaje. Mam szczęście. Zgoda – nie dorównuje ono szczęściu Justyny i Szymona, ale dzięki odrobinie mojego szczęścia, ich będzie lepiej widoczne.

CLOSE