fbpx
MENU

Reportaż zaczyna się w studiu Klaudia Głowa – Beauty Concept w Krakowie. Tam odbyła się cała magia ślubnego makijażu. Jako fotograf bardzo lubię, kiedy makijaż jest przygotowywany przez profesjonalistów, bo wtedy mam pewność, że na zdjęciach będzie wyglądał idealnie. To trudna sztuka: dobrać kolory, odcienie i umiejętnie je rozłożyć, a bardzo pomaga to w zrobieniu idealnej fotografii. Później przyszedł czas na włożenie sukni ślubnej. Znakomicie wyglądający, nowoczesny krój, suknia o skomplikowanej konstrukcji krawieckiej… Oho – myślę sobie – to potrwa całą wieczność. Ale byłem naiwny! Trzy druhny uwinęły się w trymiga. Pewnie pomogła lampka szampana, od której zaczęło się uwijanie w domu.

Jeśli był w tym dniu moment, w którym aparat niemal nie nadążał z zapisywaniem zdjęć, to było to właśnie teraz. Miał miał przyjść Damian i jego drużbowie. No i przyszli. A za nimi masa ludzi, którzy do tej pory kontrolowany chaos swoją radością zamienili w coś, czego już się kontrolować nie dało. Pozostało mi bieganie i szukanie najlepszych kątów. Wybór miałem ograniczony, bo serdeczne uśmiechy i głośna radość naprawdę zalały cały dom. Zobaczcie sami 🙂

Ślub w kościele św. Sebastiana w Wieliczce

Atmosfera uspokoiła się w czasie ceremonii ślubnej w kościele pw. św. Sebastiana w Wieliczce. Ale „uspokoiła się” tylko jeśli chodzi o ruch i głos, bo na zdjęciach widać napięcie. I to nie tylko w oczach Agnieszki i Damiana, którzy na ten dzień nie mogli się doczekać, ale także w oczach bliskich. Na zdjęciach na pierwszym planie jest radość, a w tle – oczekiwania. To doskonała mieszanka, bo zwiastuje długą zabawę. No i jeszcze uwaga techniczna: ten kościół to dla fotografa świetne miejsce pracy, bo przynajmniej przez krótki czas można na zdjęciu uchwycić każdego. Wszyscy są blisko: gościom z tym dobrze, a mi trochę łatwiej.

Wesele Dworek Emilii Tomaszkowice

Ta chwila wytchnienia się przydała, bo w Dworku Emilii już nie można było liczyć na uspokojenie. Grał zespół Level (i to grał bardzo dobrze). Obsługa uwijała się jak w ukropie (i chyba udało im się nie popełnić żadnego zauważalnego błędu). Drużbowie przygotowali pokaz taneczny (oglądało się to jak w kinie, naprawdę niezłym kinie). Agnieszka z Damianem byli jednocześnie gospodarzami, bo dla każdego znaleźli czas i głównymi gośćmi, bo mieli sporo czasu dla siebie na parkiecie i przy stoliku.

Wesele na tym poziomie naprawdę wygląda jak wyreżyserowane: ma swoją „fabułę”, widać i czuć, jak budowane jest napięcie, wszystko dzieje się we właściwej kolejności. Ale tu brak precyzyjnego scenariusza. Wszystko jest napędzane spontaniczną radością i miłością dwojga dusz, tylko parę elementów musi wskoczyć na swoje miejsce. I wtedy muszę być w pobliżu. Z jednej strony bardzo to lubię, bo kiedy można przewidzieć, co się wydarzy, łatwiej jest się przygotować, zmienić ustawienia aparatu, ustawić się we właściwym miejscu. Ale jest i druga strona medalu: to nie tak, że wszystko skupia się w jednym punkcie, a poza nim zabawa zamiera. Muszę wybierać, co jest w danej chwili najważniejsze. Na szczęście z Agnieszką i Damianem dogadałem się świetnie i udało mi się być zawsze tam, gdzie aparat był najbardziej potrzebny.

Dwór Konopków w Moglinach

Na sam koniec została nam jeszcze sesja w plenerze. Miejsce: dwór Konopków w Mogilanach. Miejsce ciekawe, ma swój klimat i historię, która cudnie buduje nastrój zdjęć. To miejsce na swój sposób tajemnicze i znane jednocześnie. Gdybym chciał zbudować jakąś ładną historię, powiedziałbym, że to jak małżeństwo. Niby sporo już o sobie wiecie, ale cały czas pozostaje wiele niewiadomych. I tak jak aparat w plenerze pozwala rzucić okiem na różne miejsca, przedmioty i ludzi, tak małżeństwo daje czas, żeby w tych drobiazgach, których jeszcze się o drugiej osobie nie wie, dostrzegać kolejne powody do zachwytu.

Ale nie będę pisał takich historii. Bo po co? Agnieszka i Damian już swoją piszą sami. Mogę mieć tylko nadzieję, że kiedy na chwilę opuści ich wena, to otworzą album ze zdjęciami i znajdą tam szczyptę inspiracji.

CLOSE